niedziela, 27 marca 2011

25 czerwca i takie tam

Witam, dzisiaj chciałam napisać o przeszłości, konkretniej o 25 czerwca, który dla żadnego fana nie był dobrym Dniem, ale zostawmy to - chciałam wspomnieć o tych co dopiero w tamtym dniu zaczęli przygodę z Michaelem, z Jego muzyką, filozofią i słowami; to jest naprawdę piękne, a piszę o tym spokojnie tylko dlatego, że jestem jedną z beLIEversów, dla Nas nie ma "Michael był, robił, mówił" On ciągle jest - miejmy nadzieję że już niedługo Go zobaczymy, jak zwykle uśmiechniętego. :)

Mam bardzo dużo nauki, nie tylko w szkole, muszę ogarnąć cały Katechizm. I jeszcze nie było mnie cały tydzień w szkole, więc sprawdziany kartkówki, pytanie etc. trzeba zaliczyć. Ale dam radę - muszę.

Dzisiaj w radiu zet leciało Heal The World, jakoś mnie tak strasznie poruszyło wewnętrznie, mam jakiś sentyment do tego utworu, i nie tylko do tego, ale ten wywołuje we mnie jakieś dziwne emocje, czasami myśli jakie przechodzą mi przez głowę są nie do wyjaśnienia. Ale ten utwór kojarzy mi się z czymś jak najbardziej dobrym, z ludźmi trzymającymi się za ręce, z dobrymi zmianami, z jednością ludzi i miłością przede wszystkim. Za każdym razem ta melodia sprawia, że mam jeszcze większą ochotę do działania. I chyba o to chodzi w muzyce, żeby przekazywać pozytywną energię, żeby czegoś dobrego nauczyć, poprzez słowa dać wyraz temu co się czuję.
Ja przez lata słuchałam różnej muzyki, ale dopiero muzyka Michaela, dała mi coś dobrego, coś czym ja mogę się podzielić z innymi, i nie jest to tylko jakieś "łup, łup" ale prawdziwa filozofia. Coś co trzeba poczuć, niekoniecznie nawet zrozumieć. Ja Michaela odkrywam każdego dnia, często mimo upływu lat potrafi mnie czymś zaskoczyć. I to jest w tym wszystkim najlepsze - "kiedy wydaję Ci się, że wiesz o Nim wszystko, On daje to znowu" :)
Dzisiaj to na tyle, peace&love.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz